2

Przesyłam pozdrowienia schorowana z samego cieplutkiego fotela przed kominkiem! Niestety, bardzo aktywne wakacje (tak, dla mnie doba powinna mieć co najmniej 50h!) żegnam siedząc w domu z gorączką, zamiast korzystać z ostatnich ciepłych dni. Żołądek mam wywrócony do góry nogami, wczoraj na zmianę tylko węgiel i kasza jaglana, dziś szaleństwem na śniadanie był chlebek kukurydziany, a na obiad zmiksowany krupnik jaglany. Koniec narzekania, bo przecież mało kto miał okazję jeszcze pod koniec września wygrzać się 9 dni w przecudnej Słowenii! :) Absolutnie zakochałam się w tamtejszych nadmorskich miejscowościach, są niewielkie, urokliwe, z włoskimi uliczkami, pełne zieleni, ciepłe, pełne serdecznych ludzi, niebanalnych smaków i zapachów… Podobało mi się nie mniej jak w mojej kochanej Italii :-)
Bardzo krótki fotoreportaż na wspomnienie pięknych chwil : )
W
esele mojej kuzynki Agaty

Później pojechaliśmy nad morze. Na zdjęciu uwiecznione jedyne chwile ładnej pogody… i… ja latam! ; )

A to już Słowenia. Opalanie, plażowanie…
Był też festiwal słodkości Sweet Istria 2011! Nie mogłam odmówić sobie spróbowania po raz pierwszy w życiu muffinki! (ale tylko połowy!) Wyglądały bosko, a smakowały jeszcze lepiej ; – ) Za wcześniej kupione kupony można było próbować słodkości z różnych stoisk, np. ciastek, tortów, ciast, naleśników, pralinek. Pralinka z nadzieniem migdałowym była nieziemska, słoweńskie ciasto z figami naturalnie słodkie, a ze stoiska ze zdrową żywnością próbowałam ciasto z jabłkami, rodzynkami i wiórkami kokosowymi. Jeszcze załapaliśmy się na taki przekładaniec słoweński z makiem, kremem orzechowym i jakimś białym kremem, nie pamiętam nazwy tego ciacha. Ogólnie to świetna impreza, chciałabym, aby w Polsce również promowano regionalne potrawy (nie tylko słodkie) na podobnych festiwalach.
Były też wieczorne romantyczne spacery… <3
I odbyliśmy też podróż do Wenecji. Wróciłam tam po 2 latach, lubię klimat tego miasta : )

Życzę wszystkim pięknej jesieni! Do następnego!
B.


0

Przepraszam za przerwę! Od sesji na studiach żyję jednak w takim biegu i tyle się dzieje, że kompletnie nie mam czasu na nudę!!  Na szczęście egzaminy zdałam w pierwszych terminach i do końca września cieszę się wolnością :-) Postanowiłam rozpocząć drugi kierunek studiów. Dostałam się na dietetykę na wydziale nauk medycznych oraz na gastronomię i sztukę kulinarną na wydziale nauk o żywności. Wybrałam… gastronomię. Dlaczego? Dietetyków coraz więcej, panuje moda na odchudzanie, zdrowe odżywianie itd., a kierunek gastronomiczny jest zupełnie nowy i pierwszy w Polsce. Ponadto poważnie myślę nad otwarciem swojej kawiarni lub restauracji w przyszłości.

To może teraz trochę o wakacjach… : ) U mnie, jak zawsze- aktywnie! Może aktywnie nie równa się maximum sportu i dawki ćwiczeń każdego dnia, jednak jestem w ciągłym biegu, a wolny czas staram się spędzać zazwyczaj na sportowo : )
Na rozpoczęcie wakacyjnych wojaży, jeszcze w czasie sesji: koncert Roda Stewarta w Toruniu. Koncerty mnie nakręcają, to chyba takie moje szaleństwo. A koncerty ‘Gigantów’… kocham <3

W piernikowym królestwie w Toruniu, czyli w sklepie z prawdziwymi toruńskimi piernikami (kolejka przed zamknięciem aż na ulicy!!). Z moim wujkiem : )

Kolejny punkt: Płock. Wybraliśmy się w odwiedzimy do siostry mojego chłopaka razem z naszymi znajomymi. Spacery, wieczorne grillowanie, ZOO… Acha! W Płocku są wspaniałe lody! We wrześniu powtórka z rozrywki obowiązkowa!!
W Płocku ‘zdobywliśmy’ bezimienną jaskinię… Wejść pod tą górę to był mały kłopot w porównaniu z zejściem…

Lipiec upływa mi pod hasłem: jagody. A dokładniej: praca związana z jagodami. Trzeba złapać jakiś grosz na wyjazd nad morze. Szkoda, że pogoda jest kiepska… nie ma słońca, nie można się opalać, plany związane z pływaniem w jeziorze nieopodal legły w gruzach… tzw. ‘lipcopad’ pokrzyżował mi trochę plany.
Atrakcji jednak nie zabrakło. Ostatnio zorganizowałyśmy kuzynce wieczór panieński. Działo się na mieście!! Totalne zaskoczenie dla przyszłej pannie młodej…
Wiedźmy zaatakowały… nie tylko przyszłą pannę młodą, ale też Kopernika!! : )

Teraz przede mną 2 wesela i wyjazd nad morze na początku sierpnia. Wierzę, że będzie pogoda. Sukienki gotowe, szpilki w trakcie ‘rozchodzenia’… czekam z niecierpliwością na zabawę do białego rana!
Pozdrawiam ciepło i serdecznie w – niestety – pochmurny dzień na Warmii.
B.


2

(Tytuł nawiązuje do nowej płyty Dody, po którą po zajęciach śmigam do sklepu!)

Ostatnio czyhało na mnie zbyt wiele pokus! Zaczęło się od rodzinnego wyjazdu do Kazimierza Dolnego oraz na komunię chrześniaka siostry.
W miasteczku artystów odwiedziliśmy Manufakturę Czekolady (i uwaga! nie zamówiłam gorącej czekolady! ale… ale chrześniak stwierdził, że to gorzka i jej nie chce… domyślacie się, że nie trzeba było mnie długo namawiać). Eee tam… była pyszna! : )

Na komunii… hmm… jak to na takich uroczystościach bywa, pojawia się mnóstwo pysznego jedzenia (uroczysty obiad, przekąski i… te ciasta!!). Na dodatek wszyscy: “ale tego to musisz spróbować”… nie, nie, nie, zdecydowanie nie jestem asertywna w tej kwestii! : P Ale sami zobaczcie… czy potrafilibyście się oprzeć?

Jak śpiewa znany ostatnio wszystkim zespół ENEJ: “Kiedy miesiąc maj nadchodzi, kupuj bilet do Olsztyna, czasu jest naprawdę mało, Kortowiada się zaczyna!!” Kortowiada to chyba najsłynniejsze w Polsce juwenalia studenckie. Rozpoczynają się w środę od wystroju akademików, w czwartek przez miasto parada studentów i koncerty folkowo-szantowe na plaży nad jeziorem, w piątek i sobotę mega koncerty na słynnej kortowskiej górce. Nie muszę chyba dodawać, że studenci alkoholu nie odmawiają… ; – ) Bilans Kortowiady? Minus dwie pary kolczyków, rozciągnięta torebka stawowa i pewnie plus 1 kg… : D Dlatego też czas na detoks – 3-dniowa dieta jabłkowa. Dziś dzień nr 2., w ogóle nie jestem głodna, czuję się świetnie : )
Pochwalę się niebanalnym zdjęciem z parady: urocze krówki z Wydziału Bioinżynierii Zwierząt z prezydentem Olsztyna:

I tak jeszcze propos’ diet…
We dwoje jest łatwiej : ) :*

Ściskam cieplutko,
B.
PS W imieniu Klaudii i swoim dziękuję za moc pozytywnych komentarzy pod ostatnim wpisem! Motywujecie nas!


12

… którym w pewnym momencie, z różnych powodów, zapalił się red alert i… zobaczcie sami:


Poznałyśmy się w 2006 r., na trasie koncertowej naszego ulubionego zespołu (nie mieszkamy w 1 mieście).  Miałyśmy ‘naście’ lat, a w głowie wakacje, koncertowanie, jedzenie słodkości (jakieś kalorie? ale że co proszę?), marzenia i takie tam różne… Zawsze wiedziałam, że jestem za gruba, ale po co cokolwiek z tym robić? Taka jestem i już! Klaudia chyba miała takie samo podejście… Nie istniał dzień bez kawy z tortem, czekoladą, batonem lub ptysiem, śniadanie, na obiad schabowy i obfita kolacja nawet w środku nocy, zapiekanki (w ZOO! pamiętasz? :P )…
Jak widać, przyszedł taki moment, u każdej z nas w innym czasie i… odchudzanie! Każda z nas ma inną metodę, bez żadnych diet, po prostu dostosowanie jadłospisu do swojego stylu życia. Ćwiczenia wg uznania i potrzeb. I udało się! Klaudia jest jednak mistrzynią- ponad 40 kg w dół!!! Można? MOŻNA!!!

Naszą specjalnością są zdrowe ‘słodkie’ przekąski, bo nie wyobrażamy sobie porannej kawy bez czegoś ‘zdrowosłodkiego’. Klaudia wymyśla proste ciasteczka do przygotowania w mikrofalówce, specjalne masło czekoladowe… ja piekę owsiane i inne ciasteczka, robię koktajle… PYSZNOŚCI!
Nasze hasło?
DZIEŃ BEZ LEKKIEGO SERKA NA SŁODKO DNIEM STRACONYM!!! : )

Pozdrawiamy ciepło, zachęcając do walki ze swoimi słabościami… Jesteśmy przykładem na to, że można!


3

Powtórzę po raz setny zapewne: KOCHAM WŁOCHY!!! Boskie, cudnie oświetlone, kamienne, malownicze uliczki, dużo słońca, uśmiech ludzi (szczególnie tych przystojnych Włochów!), kuszące zapachy i piękne słodkości… nic, tylko tam uciekać! : ) Przygotowałam krótki fotoreportaż, jeśli macie ochotę, to zapraszam do obejrzenia : – )
Pierwszy spacer wieczorem. Widok na nasze miasteczko – Livigno – znany kurort narciarski. Wspaniale przygotowane stoki, mnóstwo tras do wyboru: i tych łagodnych, i tych bardzo stromych. Z czego oprócz nart słynie Livigno? Jest tu mnóstwo sklepów bezcłowych, można bardzo tanio kupić głównie markowe okulary, perfumy, biżuterię i alkohol. W tym roku jednak Polacy masowo wykupywali… cukier! 3,5zł/kg! U nas w domu zużywa się bardzo mało cukru, jakiś 1kg na miesiąc, więc nie było sensu kupować, ale widzieliśmy Polaków, którzy zabierali nawet po 20 kg. W sklepach wprowadzono ograniczenie: 1 osoba mogła kupić ‘tylko’ 10 kg, hehe ; ) No proszę, jak lubimy słodkie życie! Odkryliśmy, że można kupić pyszne lokalne wyroby mleczne: masło, jogurty i mleko. Na miejscu była mała mleczarnia. Codziennie piłam mleko od tych ślicznych krówek:


Codziennie od 8-16 byliśmy na stoku : ) Ile kalorii można spalić! Zdecydowanie narty to mój ulubiony i najprzyjemniejszy sposób na walkę z kaloriami hehe ; – ) Polecam szczerze każdemu! Piękne widoki, słońce, dobre towarzystwo w połączeniu ze sportem. Na zdjęciach z rodzicami oraz siostrą i jej narzeczonym:


Zrobiliśmy dzień przerwy białego szaleństwa i odwiedziliśmy stolicę mody – MEDIOLAN (tak… 1. kwietnia w Mediolanie było 22′C! Nie, to nie jest prima aprilisowy żart! :P ). Nie muszę chyba dodawać, że ceny u Prady albo u Gucci’ego nas powaliły… Szkoda! Skusiłyśmy się z siostrą na pyszne lody:



W drodze powrotnej, jako fani Adama Małysza, zahaczyliśmy o Garmisch-Partenkirchen. Niemieckie miasta i miasteczka zawsze mnie zaskakują! Pięknie zdobione domy, czyste ulice, mnóstwo kwiatów na mieście… coś pięknego. Na każdym niemal rogu kusząca wystawą cukiernia! Na skocznię wbiegłam tylko ja (zdjęcie samowyzwalaczem, dlatego nienajlepsze), bo reszta ‘drużyny’ już nie miała sił.

Ga-Pa było ostatnim przystankiem naszej podróży.

Nie zapominajmy jednak o tym, co nasze polskie! U nas też jest pięknie! Wczoraj, na Niedzielę Palmową, wybraliśmy się całą rodziną do miejscowości Łyse. Całe miasteczko kolorowych palm! Cieszę się, że są jeszcze miejsca, gdzie tradycja nie zamiera, gdzie ona wręcz żyje i jest pielęgnowana przez mieszkańców.

Do następnego i życzę wszystkim owocnych przygotowań do świąt! : )
B.


4

Kocham podróże!
W piątek wyjeżdżamy rodzinnie (rodzice, siostra z narzeczonym i ja) na narty do Włoch. Tym razem odwiedzamy, podobno bajeczną miejscowość, Livigno. Już od dłuższego czasu myślami przygotowuję się do wyjazdu. Nie jest problemem np. przygotowanie ubrań i sprzętu narciarskiego, wyjeżdżamy na narty co rok, więc już wiemy, jak przygotować się na wszelkie figle pogodowe : ) Myślę teraz, jak skomponować dietę na ten czas. Na stok bowiem wychodzi się koło 7-8, wracamy 16-18… Jakieś porządne śniadanie (myślę, że energetyczna owsianka do dobry wybór), ale co później, by uniknąć słodkości na stoku, lasagne w restauracjach itp. ? I tak na pewno raz skuszę się na tiramisu (być we Włoszech i nie zjeść prawdziwego?! Niemożliwe! Nawet wielkopostne postanowienie mi nie przeszkodzi :P ), na słynnego drinka narciarskiego – bombardino – który jest bombą kaloryczną! (likier jajeczny na gorąco z bitą śmietaną). Ale spokojnie, godzinka jazdy na nartach pozwala nam spalić jakieś 400-500 kcal, więc będę chyba rozgrzeszona, co? : ) Ach! Na co jeszcze się skuszę? Oczywiście… wino!! ; – )  Co do kolacji, jestem spokojna, wszyscy lubimy warzywa i na pewno będziemy przygotowywać jakieś makarony z warzywami i sosem pomidorowym, takie inne spaghetti ; ) Dla bezpieczeństwa zredukuję ilość makaronu na talerzu, zastępując go większą ilością warzyw.
Skoro już mowa o tym, czym kusi moja Kochana Italia, kilka słów w obronie… włoskiej pizzy. Tak! Nie jestem miłośniczką tego dania, ale we Włoszech… pizza jest naprawdę inna! Nie wiem skąd utarło się w innych krajach, że pizza musi być na grubym cieście, z dużą ilością sosu, z zapiekanym serem i mnóstwem innych dodatków. Otóż pizza we Włoszech jest na cieniutkim chrupiącym cieście (im cieńsze, tym smaczniejsza pizza), dodaje się cienką warstwę sosu pomidorowego (dla smaku!), a dodatki, takie jak mięso, szynka, owoce morza, oliwki, papryka itd. są… w dość niewielkiej ilości. Nie ‘ocieka serem’. Przecież  PIZZA to danie, które powstało… z biedy. Kiedy ludzie nie mieli co jeść, zagniatali ciasto z mąki i na wierzch kładli wszystko, co akurat trafiło się w domu. Dlatego było tego niewiele. Ale takie danie jest naprawdę pyszne! I na pewno ma co najmniej połowę kalorii mniej, niż ‘tradycyjna włoska pizza’ w polskiej restauracji.
A może znowu się rozgrzeszam? ; )

Obiecuję, że zdam relację po powrocie. Jadę łapać ostatnie podrygi zimy, a Wy… korzystajcie z uroków wiosny!!


5

Sesja, sesja i po sesji! Dzielnie wytrwałam, a nawet z nią wygrałam 3:0 w dobrym stylu! : ) I tu muszę się pochwalić wynikiem egzaminu z Podstaw Żywienia Człowieka: 4,5!!! Miałam chyba ze 3 tygodnie wolnego, trochę posiedziałam na miejscu, tydzień spędziłam u przyjaciółki w Szczecinie. Teraz pełna pozytywnej energii zaczynam kolejny semestr na studiach (chyba najtrudniejszy z dotychczasowych…). Zawsze jednak żartobliwie powtarzam, że jak ja nie dam rady, to kto, hehe : )
Przyjaciółka, u której byłam, tak jak ja trochę bawi się fotografią. Urządziłyśmy sobie ciekawy seans: ubrała mnie w swój studniówkowy gorset, trochę wyobraźni i fantazji przy doborze dodatkó

w i fryzury i oto takie nasze małe efekty:


Podobają Wam się?
I tak jak w tytule… w tak jasnym blondzie i z tak fatalnymi odrostami po raz ostatni! Odrosty takie przez to, że postanowiłam dać trochę ‘odpocząć’ włosom, ścięłam suche końcówki i przefarbowałam je teraz na ciemny brąz : – )

Od jutra na siłowni porządny trening, muszę wzmocnić mięśnie nóg (ćwiczenia na nogi lubię najbardziej!), bo za miesiąc wyjazd do moich ukochanych Włoch na narty! Góry, śnieg, narty, wino, spaghetti… i przystojni Włosi! : )

Pozdrawiam serdecznie,
B.


2

… żadnych imprez i spotkań ze znajomymi i rodziną z powodu diety!! I dziwię się zawsze, że ludzie chcąc ograniczyć spożywane kalorie zamykają się w domu… Przecież każdy wypad to mniejsza lub większa porcja ruchu, wspaniale spędzony czas, który na pewno poprawi nam humor i… ćwiczenie silnej woli. Bo nie ukrywajmy, że jest bardzo potrzebna na całe życie, jeśli zamierzamy zmienić nawyki i zgubić trochę ciałka.
Można zresztą wspaniale zastąpić wiele potraw innymi, takimi, które będą dla nas odpowiednie. Dla przykładu:  jadąc na grilla nie zabierałam kiełbasy i bułki, robiłam pyszne kabaczki faszerowane mielonym mięsem z indyka (przepis przywiozłam od przyjaciółki aż za Szczecina!),  do kina nie musimy zabierać paczki chipsów i batonów, można podgryzać muesli, suszone owoce, orzechy (w rozsądnych ilościach oczywiście). Jest jeszcze wiele, wiele sposobów… ale szczególnie NIE POLECAM OMIJANIA SPOTKAŃ Z LUDŹMI I WYJŚĆ Z DOMU!
Tydzień temu świętowałam swoje urodziny, najpierw na imprezce ze znajomymi (tyle tańców było, że przez 3 dni miałam zakwasy!!), zapewne duża ilość spalonych kalorii została w zastraszającym tempie nadrobiona dzięki… nieprzyzwoicie pysznemu torcikowi jagurtowo-czekoladowo-żurawinowemu. Przyznaję się bez bicia, zjadłam dużo, ale urodziny ma się raz w roku, więc ciiicho! Udało mi się kupić ładną sukienkę, szkoda, że na zdjęciu nie widać moich ukochanych butów na szpilce 12 cm :)
SESJA zbliża się wielkimi krokami… chowam się zatem w stosie książek z biochemii, żywienia zwierząt i żywienia człowieka i… do napisania niebawem!
B.


5

A ja na przekór wszystkim i wszystkiemu (czyli jak to Bianka lubi najbardziej…) w tym roku nie robiłam żadnych podsumowań, żadnych zestawień na plusy i minusy dotyczących 2010 roku i… Postanowienia na nowy rok? Bez postanowień!!
Po świętach przytyłam tylko 0,5 kg, po kilku treningach na siłowni nie zostało po tym śladu. Za to teraz dopadło mnie jakieś paskudztwo i leżę jak zdechlak od wczoraj z gorączką… najbardziej boli mnie, że zajęcia na siłowni przez najbliższy tydzień szlag trafił! Wczoraj się tak paskudnie czułam, że zjadłam tylko śniadanie… kiedy wchodził do pokoju ktoś z jedzeniem, od razu kazałam wychodzić, bo robiło mi się niedobrze. Coś okropnego.

Nudząc się w łóżku postanowiłam napisać tak dla odmiany nie o dietach, nie o kuchni light, ale o mojej niedawno odkrytej pasji. Jest nią makijaż. Bawię się tylko makijażem oczu, nie nakładam żadnych pudrów i podkładów na twarz, nigdy. Lubię łączyć oryginalnie kolory, wymyślać jakieś wzorki, zdobienia… Z głowy, od innych… szukam inspiracji tu i ówdzie. Często makijaż jest wyrazem mojego nastroju, pogody ducha, codziennej aury… Zależy. (i hociaż jedna zaleta z nadmiaru czasu… mogłam pooglądać na yt kanały użytkowników, którzy przekazują cenne i ciekawe wskazówki, wybrałam pędzelki odpowiedniej firmy, poczytałam o kosmetykach). Zaprezentuję Wam kilka zdjęć moich makijaży.
Lubię połączenie tych kolorów, jednak mam wrażenie, jak mi podpowiedziała przyjaciółka, że trochę za bardzo roztarłam granicę między cieniami… Tak, z rozcieraniem wciąż ‘walczę’… uczę się, uczę, bo jeszcze daleko mi do perfekcji.

A to wersja dla odważnych i szalonych. Niebanalny wzór i dzięki temu uzyskujemy ciekawy kształt oka. Muszę wypróbować z innymi kolorami, ciekawe jak wyglądać będą cienie matowe…

Odważnie po raz drugi… tak, warto zaznaczyć, że uwielbiam mocno podkreślone oko i nie boję się takich szaleństw na powiece. A co! Ba, na imprezach lubię się wyróżniać. Kiedyś na blogu wrzuciłam zdjęcia z sesji… wtedy miałam namalowane skrzydełko, wg mnie wyglądało lepiej.

A to była wersja sylwestrowa, skorzystałam z podpowiedzi z Internetu, makijaż nazwano “Seksowna Wampirzyca”. Szalenie mi się podobał szczerze mówiąc.

Przesyłam ciepłe pozdrowienia i uważajcie na wszystkie paskudne infekcje i bakterie…
B.


0

Jak radzicie sobie w przedświątecznym szale? Nie pytam tylko o utrzymanie diety, ale również o ogólne samopoczucie, bo widzę, że niektórych dopada już zmęczenie materiału… w wigilia dopiero za 2 dni!!
Ubolewam nad faktem, że Święta Bożego Narodzenia są teraz takie płytkie… sprowadzają się właściwie do zakupowego szału i obżarstwa. Wydaje mi się, że ludzie przywiązuję większą uwagę na to, co zrobić do jedzenia, jakie mięsko upiec i jakie wymyślić ciasto, niż do tego, że wigilia mogłaby być wspaniałym RODZINNYM czasem… i chyba z roku na rok jest coraz gorzej, niedługo mikołaj zaatakuje mnie gdzieś na terenie uniwersytetu już we wrześniu. Mam jednak nadzieję, że u mnie w domu będzie ciepło, rodzinnie, sympatycznie… Chciałabym.
Trudno być w święta na diecie. Nie, ja nie mam zamiaru odmawiać sobie makowca, którego Kochani Dziadkowie pieką tylko 2 razy do roku i nie mam zamiaru odmawiać sobie innych wspaniałości. zapalam sobie jednak czerwoną lampkę- wszystko w ograniczonych ilościach, rozsądnych!! Bez ‘przeżarcia’!  Po świętach już zaplanowałam domowy SPA-DAY, w ramach oczyszczenia organizmu. I oczywiście podwójny trening na siłowni!!

Życzę Wam Kochani cudownych i magicznych Świąt… takich prawdziwych, które kojarzą się z ciepłem domowego ogniska, zapachem pomarańczy i choinki… Spełnienia marzeń i ciekawych znalezisk pod choinką.

Ściskam mocno, B.