Nazywam się Bianka, mam 20 lat, mieszkam w Olsztynie (niestety… nienawidzę szumu miasta, szarości dnia… kocham wieś, bliskość natury, taką przestrzeń i wolność… marzy mi się w przyszłości piękny rodzinny dom w malowniczej wiosce, gdzie w kucni co rano będzie budził mnie zapach ziół, w ogrodzie będzie mnóstwo warzyw, by móc stale dbać o linię i zdrowie oczywiście, przy bramie po powrocie z pracy będą wiwatować ogonami psy… wieczorem przy kominku usiądzie mi na kolanach kocur, a trzask drzewa ukołysze do snu… ach tak, marzycielka!). Jestem studentką 1. roku Bioinżynierii Produkcji Żywności na UWM, w wolnym czasie dorywczo pracuję w rodzinnej firmie.
Kocham muzykę, chociaż określam siebie jako antymuzyczną (czyli po prostu słoń nadepnął mi na ucho…
). Uwielbiam jednak podczas wykonywania zadań domowych czy też ćwiczeń słuchać, słuchać i jeszcze raz słuchać. Doceniam nie tylko nuty (nie mam nawet wybranego stylu muzycznego, to, czego słucham, zależy od nastroju), ważne też są dla mnie słowa. Dlatego tak bardzo cenię dobrą polską muzykę lub dawne rockowe kawałki. Mam jednak bzika na punkcie U2 i Ich Troje. A koncertowe wojaże, to takie moje szaleństwo…
Jeśli chodzi o odchudzanie…
Nienawidziłam tego słowa. Lubiłam siebie dużą, roseśmianą i wiecznie wcinającą czekoladki i ciasteczka… Warto może dodać, że nawet jako nastolatka nie zapominałam o zdrowiu, ponieważ w moim jadłospisie pojawiały się często warzywa i owoce. Co prawda, wszystko w zdecydowanie nadmiernych ilościach… Chciałam się odchudzać wielokrotnie. Bo z jednej strony kochałam siebie, z drugiej- jakaś część mnie zawsze marzyła o figurze modelki. Pewnie jak większość z Was, zawsze zaczynałam “od poniedziałku!”
Co prowadziło do tego, że w niedzielę musiałam nagromadzić w brzuszku zapas słodkości… w czwartek dieta się kończyła, bo przecież “nie będę się katować!”. Próbowałam też bez diet, włączając tylko ćwiczenia (chociaż na brak aktywności nigdy nie mogłam narzekać, mieszkałam na wsi i jazda na rowerze, ganianie za piłką, całe dnie na podwórku nie były dla mnie niczym nadzwyczajnym). I nawet pojawiały się efekty. Pamiętam, że kiedyś po prostu zrezygnowałam z kolacji lub zastąpiłam ją jabłkiem. 1-2 kg w dół i stop. Jak zawsze…
Co było przełomem? Studniówka, a dokładniej żal i zazdrość… wiedziałam, że polowanie na sukienkę nie będzie dla mnie niczym przyjemnym, że będę się wstydzić pokazać w ten jeden w pierwszych najważniejszych wieczorów w życiu… Dodam, że doszedł jeszcze jeden bardzo ważny czynnik, czyli… zakochanie
Tak, stwierdziłam, że aby zaimponować chłopakowi, aby się mu spodobać, może trzeba wreszcie o siebie zadbać? To była sekunda, to była chwila. “Tak, zaczynam, nie od poniedziałku, a od dziś!” (bardzo dobrze pamiętam, to był czwartek). Najpierw pełna motywacja i chęć działania, później załamanie (przez idiotyczne błędy, m. in. głodzenie się itd.), brak sił spowodowany zbyt ubogą dietą… Nawet w pewnym momencie nie mogłam oddać krwi (jestem honorowym krwiodawcą), ponieważ pojawił się poważny niedobór żelaza…
Ja nawet nie wiem, ile czasu się odchudzałam. Cały czas staram się zdrowo odżywiać, dostrzegam ogromne plusy zmiany diety. Ładniejsza skóra, więcej energii, cudowne samopoczucie, piękne włosy, zdrowe paznokcie… to wszystko jest przecież tak ważne dla kobiety.
Maj. Po świętach wielkanocnych, grillowych weekendach, imprezach studenckich (teraz świętujemy najgłośniejsze juwenalia w Polsce- Kortowiadę)… myślę, że przyjdzie czas na jakiś detox. Oczyszczenie organizmu. Nikomu nie wydaje się, że przytyłam, ale ja czuję się niezbyt dobrze. Jednak organizm przyzywczaił się już do innego stylu życia, teraz zbyt dużo i zbyt często pojawiają się wyskoki. I bardzo chciałabym popracować nad mięśniami, na brzuchu przede wszystkim.
Pozdrawiam ciepło

Zostaw komentarz