Wytrzymałam ten tydzień, ale było ciężko. Największy kryzys miałam 3. dnia… Wtedy wolno jeść tylko warzywa. To był koszmar, byłam słaba, zła i roztrzęsiona… Marzyłam, żeby jak najszybciej ten dzień się skończył, bo już 4. dnia dozwolone były banany i mleko… (ach, banan chyba nigdy nie był tak pyszny!). Podsumowując: efekt jest. Spadł brzuch, trochę zeszło w udach i jest mocniejsze wcięcie w talii. Aby uniknąć efektu jo-jo, stopniowo będę zwiększać kaloryczność posiłków i jeszcze przez kilka dni raz dziennie zjem miseczkę zupy kapuścianej. Włączam intensywniejsze ćwiczenia CODZIENNIE, wykorzystuję piękną pogodę na rower, spacery itd. I… rzucam te cholerne słodycze! Definitywnie! Nie ma już: “oj dobra dziś tylko zjem kilka ciasteczek…” NIE!! ZERO! ZERO! ZERO! Dozwolona: przed nauką gorzka czekolada, oczywiście w małych ilościach, ewentualnie raz na jakiś czas odrobina mlecznej. Na rodzinnych zjazdach dozwolone ciasta z przepisów z diety Dunkana. Czas znów dostrzec smak i urok owocowo-jogurtowych deserów!
Uświadomiłam wczoraj swojego chłopaka, że… ma mnie wspierać. Ze zdziwieniem zapytał, czy znów się odchudzam. Kiedy przytaknęłam, powiedział, że tak naprawdę się cieszy. Wiecie, jaka to dla mnie motywacja?! Kiedyś zawsze mówił, że przesadzam z tym niejedzeniem słodyczy itd. I nawet zaplanowaliśmy na lato ‘obóz kondycyjny’, warunki mamy sprzyjające, więc… do dzieła w sierpniu, kiedy Dawid skończy prkatyki w szpitalu i skończymy sezonową pracę.
Pozdrowienia!

Zostaw komentarz