Kocham podróże!
W piątek wyjeżdżamy rodzinnie (rodzice, siostra z narzeczonym i ja) na narty do Włoch. Tym razem odwiedzamy, podobno bajeczną miejscowość, Livigno. Już od dłuższego czasu myślami przygotowuję się do wyjazdu. Nie jest problemem np. przygotowanie ubrań i sprzętu narciarskiego, wyjeżdżamy na narty co rok, więc już wiemy, jak przygotować się na wszelkie figle pogodowe : ) Myślę teraz, jak skomponować dietę na ten czas. Na stok bowiem wychodzi się koło 7-8, wracamy 16-18… Jakieś porządne śniadanie (myślę, że energetyczna owsianka do dobry wybór), ale co później, by uniknąć słodkości na stoku, lasagne w restauracjach itp. ? I tak na pewno raz skuszę się na tiramisu (być we Włoszech i nie zjeść prawdziwego?! Niemożliwe! Nawet wielkopostne postanowienie mi nie przeszkodzi
), na słynnego drinka narciarskiego – bombardino – który jest bombą kaloryczną! (likier jajeczny na gorąco z bitą śmietaną). Ale spokojnie, godzinka jazdy na nartach pozwala nam spalić jakieś 400-500 kcal, więc będę chyba rozgrzeszona, co? : ) Ach! Na co jeszcze się skuszę? Oczywiście… wino!! ; – ) Co do kolacji, jestem spokojna, wszyscy lubimy warzywa i na pewno będziemy przygotowywać jakieś makarony z warzywami i sosem pomidorowym, takie inne spaghetti ; ) Dla bezpieczeństwa zredukuję ilość makaronu na talerzu, zastępując go większą ilością warzyw.
Skoro już mowa o tym, czym kusi moja Kochana Italia, kilka słów w obronie… włoskiej pizzy. Tak! Nie jestem miłośniczką tego dania, ale we Włoszech… pizza jest naprawdę inna! Nie wiem skąd utarło się w innych krajach, że pizza musi być na grubym cieście, z dużą ilością sosu, z zapiekanym serem i mnóstwem innych dodatków. Otóż pizza we Włoszech jest na cieniutkim chrupiącym cieście (im cieńsze, tym smaczniejsza pizza), dodaje się cienką warstwę sosu pomidorowego (dla smaku!), a dodatki, takie jak mięso, szynka, owoce morza, oliwki, papryka itd. są… w dość niewielkiej ilości. Nie ‘ocieka serem’. Przecież PIZZA to danie, które powstało… z biedy. Kiedy ludzie nie mieli co jeść, zagniatali ciasto z mąki i na wierzch kładli wszystko, co akurat trafiło się w domu. Dlatego było tego niewiele. Ale takie danie jest naprawdę pyszne! I na pewno ma co najmniej połowę kalorii mniej, niż ‘tradycyjna włoska pizza’ w polskiej restauracji.
A może znowu się rozgrzeszam? ; )
Obiecuję, że zdam relację po powrocie. Jadę łapać ostatnie podrygi zimy, a Wy… korzystajcie z uroków wiosny!!

24 March, 18:01
ach! aż zgłodniałam:P baw się dobrze z nieznajomymi Panami Włochami! pamiętaj o gumce w kieszeni!
a ja jutro idę korzystać z urokliwej 2stopniowej wiosny z opadem w cudownym laboratorium co wcale nie powoduje że mam przykurcze mięśni:P
joł!:D
24 March, 23:18
Narobiłaś smaka na to wszystko!!!
Zazdroszczę… ;P ;*
25 March, 16:49
noo co do pizzy to ja jadłam taką świetną na Zatybrzu w Rzymie – bardzo cienka, miała sos pomidorowy, świeże liście bazylii a z dodatków tylko pomidory (ale jakie!!! tam mogę je jeść jak jabłka
) i oliwki
pyyycha i leciutka, zresztą latem w takim upale się wcale nie chce jeść, tylko pić ja tam przez tydzień we Włoszech schudłam, mimo tego, co się mówi o włoskiej kuchni
a co do wyjazdu to się bardzo cieszę
i udanego pobytu życzę
ja już się szykuję do Sztokholmu ;D
ale kurde ostatnio przez 2 tygodnie przybyło mi 300 gram ech … nie wiem od czego ;D znaczy wiem – kawka z cukrem z uczelnianego automatu jedna za drugą ;p muszę słodzik kupić, bo to jedyne, co mi się w diecie zmieniło – pokochałam kawę/kakao zmieszane w coccocino z automatu na uczelni ;D
29 March, 15:41
jedz to na co masz ochotę. Kuchnia śródziemnomorska jest jedną z najzdrowszych. Nieco Ci zazdroszczę. Baw się dobrze.
Pozdrawiam