Witajcie!
Wreszcie nadszedł trochę spokojniejszy tydzień… na co dzień na studiach dużo pracy, od poniedziałku do środy całe dnie spędzam na uczelni. Na szczęście wybrałam kierunek, który mnie interesuje, więc łatwiej jest się uczyć. Teraz właśnie apropos studiów. W tym semestrze wreszcie mam przedmiot, na który czekałam już od roku. “Podstawy żywienia człowieka”.
Wykłady są bardzo interesujące, prowadzi je pani dr, która jest współautorką jednej z książek o żywieniu człowieka. Na ostatnich zajęciach obliczaliśmy PPM (czyli termogeneza podstawowa, najprościej tłumacząc, jest to E zużywana na tzw. potrzeby bytowe w organizmie znajdującym się w stanie spoczynku: do oddychania, biosyntezy, transportu aktywnego, przewodzenia impulsów).
Łatwe i ogóle wzory:
dla kobiet: 0,9 kcal x masa ciała (kg) x 24 h
dla mężczyzn: 1 kcal x masa ciała (kg) x 24 h
Liczyliśmy to bardziej skomplikowanymi wzorami, do których trzeba najpierw obliczyć powierzchnię skóry, uwzględnić wagę i wzrost. Różnica wyników jest niewielka, średnio ok. 100 kcal. I tak dla mnie PPM= ok. 1500 kcal. Byłam zdziwiona, że tak dużo!
Następnie liczyliśmy CPM (czyli termogeneza całkowita: całodobowy wydatek energetyczny organizmu związany z jego normalnym funkcjonowaniem). Przy obliczaniu CPM uwzględniamy czynności codzienne, takie jak gotowanie, sprzątanie, ubieranie się, robienie fryzury i makijażu, aktywność fizyczna, transport, sen. Kolejną rzeczą, która mnie zaskoczyła, było to, że nasz organizm na ‘bytowanie’ podczas snu mój organizm potrzebuje 475 kcal! Korzystając ze szczegółowych przeliczników i uwzględniając czas poświęcony na dane czynności, moja CPM= 2765 kcal (nie biorąc do obliczeń 2h ruchu na siłowni!). Spokojnie… nie zjadam tyle na co dzień ![]()
Przypomniał mi się artykuł z SL, ukazał się jakiś rok temu: “Matematyka odchudzania”. Było tam napisane, że dla kobiet, minimalna dawka kalorii w na dzień to około 1400 kcal, czyli tyle, ile u mnie wyszła mniej więcej PPM.
Teraz, kiedy spędzam sporo czasu na siłowni, dbam o to, aby dostarczać organizmowi jak najwięcej tego, czego mu potrzeba. Nie wyrzucam już sobie zjedzonego kawałku ciasta, nie chodzę od 19 głodna. Pilnuję regularności posiłków, dbam o dużą ilość warzyw. Słodycze oczywiście ograniczam (do świąt ZERO!!!). Do sylwestra wykluczyłam też alkohol.
Niezawodny element diety zimowej! (znaleziony oczywiście w SL…
). Codziennie wieczorem zjadam łyżeczkę miodu. Jeśli mam ochotę, aby coś mnie rozgrzało, wypijam gorące mleko posłodzone łyżeczką miodu lub… taki mój eksperyment: kawa zbożowa z mlekiem i miodem. Mniam! Wierzę, że podnosi moją odporność i naprawdę zmniejsza apetyt na słodycze.
Kupiłam też książkę “Żywienie człowieka – podstawy nauki o żywieniu” (J. Gawęcki, 2010). Zabieram się za lekturę i obiecuję dzielić się ciekawostkami
ZIMA… kocham zimę! Zimowe spacery, mróz, śnieg… the best of the best
Czekam na weekend, mam nadzieję na jakiś udany wypad z aparatem. A Wy jak zapatrujecie się na atak zimy?
Pozdrawiam z zaśnieżonego i mroźnego Olsztyna!
Bianka.


















