0

Wytrzymałam ten tydzień, ale było ciężko. Największy kryzys miałam 3. dnia… Wtedy wolno jeść tylko warzywa. To był koszmar, byłam słaba, zła i roztrzęsiona… Marzyłam, żeby jak najszybciej ten dzień się skończył, bo już 4. dnia dozwolone były banany i mleko… (ach, banan chyba nigdy nie był tak pyszny!). Podsumowując: efekt jest. Spadł brzuch, trochę zeszło w udach i jest mocniejsze wcięcie w talii. Aby uniknąć efektu jo-jo, stopniowo będę zwiększać kaloryczność posiłków i jeszcze przez kilka dni raz dziennie zjem miseczkę zupy kapuścianej. Włączam intensywniejsze ćwiczenia CODZIENNIE, wykorzystuję piękną pogodę na rower, spacery itd. I… rzucam te cholerne słodycze! Definitywnie! Nie ma już: “oj dobra dziś tylko zjem kilka ciasteczek…” NIE!! ZERO! ZERO! ZERO! Dozwolona: przed nauką gorzka czekolada, oczywiście w małych ilościach, ewentualnie raz na jakiś czas odrobina mlecznej. Na rodzinnych zjazdach dozwolone ciasta z przepisów z diety Dunkana. Czas znów dostrzec smak i urok owocowo-jogurtowych deserów!

Czytaj dalej »


0

Tak jak wcześniej sobie obiecałam… czas na DETOX. Wczoraj wieczorem wygrzebałam swoją ogromną magiczną teczkę, w której chowam wszelkie artykuły i gazety dotyczące diet (w tym oczywiście ulubione SuperLinie) i zaczęłam przeglądać… monodiety, diety 3-dniowe, 7-dniowe, 14-dniowe… Jestem zdecydowanie fanką diet na całe życie, czyli po prostu zmianą stylu życia… ale na wiosnę detox się przyda.

Wybór padł na 7-dniową dietę kapuścianą.

Nie powiem Wam dokładnie, ile schudłam (to mało prawdopodobne, ale… ja nigdy nie miałam i nie mam w domu wagi!), opowiem Wam więc o efektach.

Rano poleciałam do warzywniaka i zrobiłam zakupy. Zupa się gotuje… na początku nie wyglądała ciekawie, jednak przyznam, że jak pomidory i papryka puściły sok i czuję przyjemny zapach, to już jestem ciekawa smaku. Warto dodać, że jestem wśród tych szczęśliwców stosujących dietę, którzy lubią kapustę. Więc damy radę! Ponadto wolno mi pić ukochaną kawę i herbatę, zjeść jabłko, arbuza, pomarańczę… więc myślę, że nie będzie problemu.

Trzymajcie za mnie kciuki, buźka!


0

Nazywam się Bianka, mam 20 lat, mieszkam w Olsztynie (niestety… nienawidzę szumu miasta, szarości dnia… kocham wieś, bliskość natury, taką przestrzeń i wolność… marzy mi się w przyszłości piękny rodzinny dom w malowniczej wiosce, gdzie w kucni co rano będzie budził mnie zapach ziół, w ogrodzie będzie mnóstwo warzyw, by móc stale dbać o linię i zdrowie oczywiście,  przy bramie po powrocie z pracy będą wiwatować ogonami psy… wieczorem przy kominku usiądzie mi na kolanach kocur, a trzask drzewa ukołysze do snu… ach tak, marzycielka!). Jestem studentką 1. roku Bioinżynierii Produkcji Żywności na UWM, w wolnym czasie dorywczo pracuję w rodzinnej firmie.

Czytaj dalej »


2

Witam Was serdecznie po majowym weekendzie!

Pogoda spłatała nam figla, jak to zazwyczaj bywa, i w tym roku majówka wypadła deszczowa i pochmurna. Popołudniowe przejaśnienia pozwoliły jednak na spędzenie czasu ze znajomymi przy grillu na podwórku, ot cały urok tradycyjnej majówki… :-)

Czytaj dalej »