Wytrzymałam ten tydzień, ale było ciężko. Największy kryzys miałam 3. dnia… Wtedy wolno jeść tylko warzywa. To był koszmar, byłam słaba, zła i roztrzęsiona… Marzyłam, żeby jak najszybciej ten dzień się skończył, bo już 4. dnia dozwolone były banany i mleko… (ach, banan chyba nigdy nie był tak pyszny!). Podsumowując: efekt jest. Spadł brzuch, trochę zeszło w udach i jest mocniejsze wcięcie w talii. Aby uniknąć efektu jo-jo, stopniowo będę zwiększać kaloryczność posiłków i jeszcze przez kilka dni raz dziennie zjem miseczkę zupy kapuścianej. Włączam intensywniejsze ćwiczenia CODZIENNIE, wykorzystuję piękną pogodę na rower, spacery itd. I… rzucam te cholerne słodycze! Definitywnie! Nie ma już: “oj dobra dziś tylko zjem kilka ciasteczek…” NIE!! ZERO! ZERO! ZERO! Dozwolona: przed nauką gorzka czekolada, oczywiście w małych ilościach, ewentualnie raz na jakiś czas odrobina mlecznej. Na rodzinnych zjazdach dozwolone ciasta z przepisów z diety Dunkana. Czas znów dostrzec smak i urok owocowo-jogurtowych deserów!
Czytaj dalej »
